[RECENZJA] "Cell" Stephen King - co by było gdyby telefony zmieniły ludzi w zombie


Wprowadzenie

Tej recenzji nigdzie wcześniej nie publikowałam. Napisałam ją w sierpniu 2014, zaraz po przeczytaniu wypożyczonej z biblioteki oryginalnej, anglojęzycznej wersji “Komórki”. Nadal jak najbardziej aktualna, po paru przeróbkach i dopiskach ;) Tak, tak, mam jeszcze parę dawno napisanych tekstów, które tylko czekają, żeby je tu wrzucić i najwyższy czas się za to zabrać ^^

Informacje ogólne

Na początku mamy apokaliptyczną wizję ludzi, których ogarnia totalne szaleństwo i niepowstrzymana chęć mordu każdej napotkanej istoty. Każdy kto rozmawiał przez telefon po pojawieniu się Pulsu, stał się krwiożerczym niby-zombie. Ocaleni, których nie dotknęło komórkowe szaleństwo formują małe grupki. Przemieszczają się pod osłoną nocy. W międzyczasie zachowanie phone-crazies (nie wiem jakie jest polskie tłumaczenie :P) się zmienia. Gniew i szaleństwo opadają, zaczynają podlegać wspólnej, zbiorowej myśli, tworzą stada. Na noc grupowo słuchają muzyki, telepatycznie odtwarzając ją z boomboxów. Z czasem dochodzą im inne parapsychiczne zdolności, mimo że nadal nie potrafią mówić, srają pod siebie i nie zmieniają brudnych ciuchów.

Główny bohater, grafik Clay Ridell, przebywający w obcym dla siebie Bostonie gdy Puls wystartował, zaopatrzony tylko w swoje portfolio, rusza w podróż do domu na poszukiwanie swojego syna. Po drodze spotyka innych ocalałych oraz naraża siebie i swoją grupę na gniew phonersów.

Czy Clay znajdzie syna? Co się stało z jego żoną? Czego chcą phonersi? Czy pojawiający się w plotkach Kashwak to naprawdę bezpieczna strefa wolna od oddziaływań Pulsu? Kto przeżyje a kto zginie, podczas tej nierównej walki o przetrwanie? Tego dowiecie się po przeczytaniu, bo nie będę spoilerować :)

Postacie są dobrze wyokreowane, jak to u Kinga. To one są jednym z najmocniejszych punktów powieści. Bohaterowie i emocje, jakie przeżywają i wywołują w czytelniku.

Fabuła dość ciekawa. Początek wskazuje coś na kształt apokalipsy zombie, a przechodzi w przyśpieszoną ewolucję ludzi wywołaną zmianą oprogramowania. Dobrze mi się to czytało i z niecierpliwością czekałam na dalszy rozwój akcji. Zakończenie jest otwarte, pozostawia wiele miejsca na własną interpretację i domysły.

Komórkę przeczytałam w oryginale, po angielsku. Zachęcam, jeżeli znacie jakiś język obcy na komunikatywnym poziomie, to warto czytać w nim książki. Nawet jeżeli nie znacie pewnych słów. Idzie wychwycić znaczenie z kontekstu. A czasem zdarzają się ciekawe słówka i można się pobawić w tłumaczenie danego słowa na polski. Na przykład: jak przetłumaczyć phoner? Komórkowiec? Telefoniarz? Oba brzmią dziwnie :D

Moja ocena: 7/10

W Komórce najbardziej podobało mi się, że akcja rozwinęła się w zupełnie innym kierunku niż się spodziewałam po przeczytaniu pierwszych stron. Było to miłe i dziwaczne zaskoczenie.

P.S. Jeżeli masz zamiar obejrzeć film “Komórka” z 2016 roku, gdzie grają John Cusack i Samuel L. Jackson na podstawie omówionej wyżej książki - odradzam. W porównaniu z książką wypadł bardzo słabo. Zakończenie też jest zupełnie inne. Chyba, że lubisz oglądać słabe filmy i czerpiesz przyjemność z wytykania wszystkich ich słabostek. Wtedy śmiało, będziesz bawić się przednio.