Pierwsza osoba liczby pojedynczej - Haruki Murakami


W listopadzie wydawnictwo Muza wydało nowy zbiór 8 opowiadań Harukiego Murakamiego. Autor jest na polskim rynku obecny od ponad 20 lat. Czytam jego książki od kilkunastu. Bardzo lubię styl tekstów Murakamiego i zbiór “Pierwsza osoba liczby pojedynczej” mnie pod tym względem nie zawiódł. No dobrze, ale czym właściwie jest ten “styl Murakamiego”? I jakie opowiadania znajdziemy w tej książce?

Murakami używa prostego języka. Opisuję często sytuacje życia codziennego, które płynnie przechodzą w niezrozumiałe albo wręcz fantastyczne wydarzenia. Tak jak w opowiadaniu “Wyznanie małpy z Shinagawy”, gdzie bohater zatrzymuje się w hotelu, gdzie spotyka pracującą w nim małpę. Rozmawia z nią na różne tematy, zwierzę opowiada o swoim życiu i niezwykłych zdolnościach. Zawsze jestem pod wrażeniem jak naturalne wydają mi się opisy Murakamiego takich dziwnych scen wplecionych w rzeczywistość. Realizm magiczny to coś w czym Haruki jest naprawdę dobry.

W opisie na okładce podkreślono, że w dwóch opowiadaniach “czytelnika czeka prawdziwa niespodzianka, a mianowicie poezja!”. Nie jest to do końca prawda, bo Murakami już wcześniej zamieszczał coś na kształt wierszy w swoich tekstach, np. w opowiadaniu “Samolot albo o tym, że mówił do siebie, jakby recytował wiersze” ze zbioru “Ślepa wierzba i śpiąca kobieta”. Nie będę się jednak czepiać o szczegóły, wróćmy do recenzowanej książki. Poezja pojawia się w tekstach “Do kamiennej poduszki” i “Wiersze zebrane o drużynie Yakult Swallows”. W obu mamy do czynienia z białymi wierszami, bez rymów, opisujące w typowy dla Murakamiego sposób zwykłe sytuacje w dziwny sposób. W “Kamiennej poduszce” poruszona jest tematyka tęsknoty i śmierci, zarówno w wierszach jak i opowiadaniu jako takim. W opowiadaniu o Yakult Swallows Murakami dzieli się swoją miłością do sportu i wspomina jak przyjemnie oglądało mu się baseballowe mecze, nieważne czy jego drużyna wygrywała, czy przegrywała. Szczególnie podobał mi się wiersz opiewający wspaniałość tyłków baseballistów. Oba opowiadania są na swój sposób melancholijne i kręcą się wokół wspomnień narratora.

Bardzo ważnym elementem w tekstach Murakamiego jest muzyka. W kilku opowiadaniach z tego zbioru jest elementem głównym narracji. A co gra w tekstach Murakamiego? Głównie jazz, muzyka klasyczna i szalone utwory lat 60., którymi nasiąkł za młodu. Uwielbiam to z jaką pasją opowiada o muzyce i jej niuansach. Zdarza mi się szukać utworów, które wspomina. Jednym z nich jest “Karnawał” Roberta Schumanna w wykonaniu Artura Rubinsteina (oś opowiadania o tym samym tytule). Zostawiam linka, gdyby ktoś miał ochotę wysłuchać tego fortepianowego solo skomponowanego w XIX wieku, które jest bardzo żywiołowe i zróżnicowane, niczym parada ludzi w karnawałowych maskach, którymi inspirował się Schumann podczas pisania tego utworu:

Kolejne dwa opowiadania opierające się na muzycznych doświadczeniach to: “With the Beatles” i “Charlie Parker Plays Bossa Nova”. Podoba mi się, że pozostawiono tytułu po angielsku, gdyż oryginalne tytuły japońskie również były w tym języku i odnoszą się do nazw własnych tytułów albumów muzycznych. Ten pierwszy “With the Beatles” został wydany w 1963 roku, a drugi Murakami wymyślił. Charlie Parker, saksofonista jazzowy grający w latach 40. i 50., nie dożył okresu bossa novy, ale nie przeszkodziło to autorowi napisać opowiadania o tym, co-by-było-gdyby.

placeholder

Przejdźmy do opowiadania “Śmietanka”. Czytałam je już jakiś czas temu po angielsku, nadal jest dostępne na stronie New Yorkera. Zastanawiałam się czemu teksty Murakamiego tak bardzo trafiają w moje serce i właśnie przy tym opowiadaniu zdałam sobie sprawę, że autor świetnie oddaje uczucia zagubienia i zwątpienia. Narrator i równocześnie bohater tego tekstu zostaje zaproszony przez znajomą, z którą od dawna nie miał kontaktu, na recital fortepianowy. Do zaproszenia dołączona jest mapka. W dniu koncertu ubiera się elegancko, kupuje bukiet kwiatów i rusza w nieznane. Tylko, że gdy dociera na miejsce okazuje się, że nie ma żadnego koncertu, a budynek jest zamknięty na cztery spusty. Świetnie oddana jest dezorientacja bohatera, rozmyślania czy to on coś źle zrozumiał, czy może coś złego zrobił tej znajomej, że wystawiła go na taką niekomfortową sytuację? Czyż życie nie jest pełne takich właśnie wydarzeń, które budzą w nas zwątpienie we własny osąd i samego siebie? Moje życie na pewno, dlatego tak mi się teksty Murakamiego podobają. Zdarza się w nich głęboka samotność i niezrozumienie dla otaczającego narratora świata i spotykających go wydarzeń, ale właśnie przez to ja czuję się mniej osamotniona z moimi uczuciami. Murakami bardzo dobrze je rozumie i oddaje na papierze.

Na koniec zostawiłam opowiadanie, które jest też tytułem książki - “Pierwsza osoba liczby pojedynczej”. Mamy tu bohatera, który ma ciekawy zwyczaj. Bardzo rzadko ma okazję do noszenia garniturów, ale od czasu do czasu nachodzi go ochota, żeby się odstawić, zakłada garnitur z dopasowaną koszulą, krawatem i butami. A jak już tak się ubierze, to wychodzi się przejść na miasto. Robi to wyłącznie dla siebie bez jakiegoś szczególnego powodu. Jednak przy jednym z takich wyjść spotyka go niekomfortowa sytuacja ze strony nieznajomej kobiety. Nie będę więcej zdradzać. Ponownie mamy tu zderzenie narratora, z czymś czego zupełnie się nie spodziewał i co wywołuje w nim mieszane uczucia.

Wszystkie opowiadania są, oczywiście, pisane z perspektywy pierwszoosobowego narratora. Czytając tę książkę często czułam się jakby dobry znajomy opowiadał mi swoje historie i fantazje. Tu mu się coś przypomniało, tam mu się coś skojarzyło, a jak już powiedział o tym, to jeszcze wspomni o tamtym. Opowiadania Murakamiego nie mają sztywnej struktury, wydarzenia płyną, nie muszą być przedstawione chronologicznie i logicznie. Jak to w życiu.